Znalazłam swoją niszę, w której moja twórczość wreszcie czuje się swobodnie. To fanfiction. Czytacie na własną odpowiedzialność, bo moje fanfiki ociekają spoilerami :-)
Spotkanie autorskie - 23.11.2018
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
-
Jeśli jesteście zainteresowani spotkaniem ze mną, serdecznie zapraszam do Krakowa w piątek 23 listopada br. o godz. 19:00 - Kawiarnia Literacka, ul. Krakowska 41.
- Nic z tego nie rozumiem… To były chyba pierwsze słowa, które Marinette wypowiedziała na głos od momentu niezwykłego pożegnania z Czarnym Kotem na balkonie sąsiadującym z jej własnym. - A co chciałabyś zrozumieć? – pisnęła cicho Tikki, krążąc wokół głowy swojej pani. - No… Wszystko… - westchnęła bezradnie Marinette. Ten dzień był dla niej bardzo zaskakujący – choć nie w sensie, w jakim się spodziewała. Jeszcze wczoraj myślała o następnym dniu z niecierpliwością i oczekiwaniem. Umówili się przecież całą paczką, że pójdą na lody do André. Miała taką ogromną nadzieję, że Adrien do nich dołączy i może jej się uda zjeść z nim te magiczne lody zakochanych. Tymczasem Adrien się nie pojawił, a ona… Ona spędziła wieczór z Czarnym Kotem. I to odmienionym Czarnym Kotem. Zakochanym Czarnym Kotem. Zakochanym w niej. To znaczy w Biedronce. Czyli – jednak w niej… A najdziwniejsze w tym było to, że taki zakochany Czarny Kot trochę jej się podobał… Oczywiście, nie tak jak Adrien! O, co to t...
W sali panował jeszcze gwar, co oznaczało, że nauczycielka jeszcze nie przyszła. Na widok Marinette i Adriena wszystkie rozmowy ucichły. Oboje zmieszali się trochę. Ale cóż… Przecież wiedzieli, że tak to będzie wyglądać. W końcu Adrien był najpopularniejszym chłopakiem w szkole. Wiadomo było, że jeśli zacznie chodzić z jakąś dziewczyną, to będzie to wydarzenie dnia, a może nawet sezonu. Ich zakłopotanie jeszcze bardziej się pogłębiło, kiedy zobaczyli, że Alya i Nino zostawili im miejsce w pierwszej ławce, a sami usiedli w drugiej. - Nie przesadzacie trochę? – zapytał ich Adrien. - Ani trochę, stary. – odpowiedział z szerokim uśmiechem Nino. - Od dawna już chcieliśmy razem usiąść, ale to było niemożliwe z powodu czyjegoś zachowania. – dodała Alya. - Co masz na myśli? – Marinette groźnie zmarszczyła brwi. - A jak ci się wydaje? – uśmiechnęła się znacząco Alya. – Wyobraź sobie, że w piątek rano miałabyś usiąść w jednej ławce z Adrienem. Jakie dźwięki wydałabyś z siebie? - Aly...
Trudno powiedzieć, kto szedł do szkoły z cięższym sercem – Marinette czy Adrien. Ona miała ochotę założyć na twarz papierową torbę. On – cóż… on miał głowę nabitą myślami o niej… I nadal nie wiedział, jak się zachować. Plagg mu powtarzał, że nie ma się czym martwić, bo Marinette nie połączy tych faktów ze sobą, więc jeśli Adrien nie zamierza jednak jej pocałować jako on, to najlepiej byłoby o wszystkim zapomnieć. Kiedy Adrien dotarł do szkoły, Marinette jeszcze nie było. Westchnął w myślach. Ze wszystkich uczuć, które mu się nagromadziły w sercu, na pierwszy plan wysunęło się mimo wszystko… rozczarowanie. A może jeden wieczór na przemyślenia to było jednak za mało, żeby się przemóc? To by oznaczało, że nie zobaczy jej przez następne trzy dni. Do poniedziałku było strasznie daleko… Podszedł zrezygnowany do Nino, który rozmawiał z Alyą. Była bardzo zatroskana. Pewnie ma wieści od Marinette, że jednak nie przyjdzie. Cóż… Trudno… Będzie ją musiał znów dzisiaj odwiedzić. Uśmiechnął się...
Wreszcie wydostali się na zewnątrz. Adrien zaciągnął się świeżym powietrzem, o ile powietrze w środku miasta można nazwać świeżym. Ale u Marinette na balkonie było tyle kwiatów, że można było zapomnieć, że jest się w centrum Paryża. Jakby tak zamknąć oczy, można by sobie wyobrazić piękny ogród poza miastem. - Od razu lepiej, prawda? – spytała cicho Marinette, spoglądając na niego z ciekawością. - Tak. – szepnął, uśmiechając się do niej. - Siadaj, proszę. – wskazała mu drewnianą skrzynię, która wyłożona poduchami pełniła funkcję ławki. – I częstuj się. Moi rodzice są mistrzami w swojej dziedzinie. - Dobrze, że nie ma tu ani Natalii, ani mojego ojca. Pewnie dostałbym zakaz spróbowania czegokolwiek. - W takim razie dobrze, że ich tu nie ma. Ja sama wszystkiego nie zjem, bo inaczej nie zmieszczę się we własne spodnie. Musiałabym znowu latać po mieście w piżamie. – zażartowała, a on od razu się zarumienił. Kiedy usiadła obok niego na ławeczce, jego rumieniec jeszcze się pogłęb...
- Marinette! Masz gościa! – zawołała Sabine we wtorkowe popołudnie. Marinette natychmiast pojawiła się u szczytu schodów. Adrien spojrzał w górę i ruszył po schodach, kiwnąwszy wcześniej do mamy Marinette na pożegnanie. Na podłodze rozłożony był już plakat z ich prezentacją na lekcję chemii. Od soboty Marinette zdążyła uzupełnić rysunki, które naszkicowali podczas poprzedniego spotkania. - Widzę, że nie próżnowałaś. – skomentował. - Nie mogłam wczoraj zasnąć. – wyznała. – Rysowanie zazwyczaj pomaga mi się wyciszyć. - Nadal masz kłopoty sercowe? – spytał, zanim zdążył ugryźć się w język. – Rany, znów robię się wścibski! - W porządku! – roześmiała się w odpowiedzi. – Po prostu miałam wczoraj szalony dzień. Ciężko mi było po tym wszystkim dojść do siebie. - Dobrze chociaż, że upiekła nam się klasówka z fizyki. – przypomniał. - Właśnie. Dzięki tak w ogóle za pomoc przy powtórce. Gdyby nie ty, pewnie bym zawaliła ten sprawdzian. - Przecież i tak się nie odbył. - W sumi...
Komentarze
Prześlij komentarz