Znalazłam swoją niszę, w której moja twórczość wreszcie czuje się swobodnie. To fanfiction. Czytacie na własną odpowiedzialność, bo moje fanfiki ociekają spoilerami :-)
Spotkanie autorskie - 23.11.2018
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
-
Jeśli jesteście zainteresowani spotkaniem ze mną, serdecznie zapraszam do Krakowa w piątek 23 listopada br. o godz. 19:00 - Kawiarnia Literacka, ul. Krakowska 41.
Nasze małe rodzinne trzęsienie ziemi zaczęło się niewinnie i zupełnie przypadkowo dowiedziałam się o nim jako pierwsza. Prawdę mówiąc, pozyskałam tę wiedzę nie do końca legalnymi metodami, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że usłyszałam rozmowę rodziców zupełnym przypadkiem! Mama zawsze mi powtarzała, że nie wolno podsłuchiwać i że zawsze mści się to na podsłuchującym. I muszę jej przyznać rację – dostałam za swoje… Rok 2015 był dość trudny dla mojej rodziny. Ja kończyłam gimnazjum, zaś moja najstarsza siostra, Kasia zdawała maturę. Dobrze chociaż, że moja młodsza siostra, Jadzia, nie poszła do szkoły ze swoim rocznikiem, tylko z następnym, bo do tego wszystkiego doszedłby jeszcze jej egzamin po szóstej klasie. Kiedyś mama powiedziała do taty, że wykazali się jakąś wyjątkową intuicją, kiedy decydowali się wysłać z Jadzię do szkoły z rocznikiem 2004, bo teraz byłby rodzinny koniec świata. O ile mój egzamin był już kolejnym takim doświadczeniem dla moich rodziców – trzy lata ...
- Teraz myślę, że te kwiaty to był głupi pomysł! – szepnęła Emilie Agreste i nerwowym ruchem poprawiła włosy. - Nie przejmuj się tak mamo. Rodzice Marinette są naprawdę przemili. – uspokoił ją Adrien, ściskając jej dłoń i prowadząc do drzwi mieszkania Marinette. - Trzeba było kupić czekoladki. - Sama powiedziałaś, że to byłoby przywożenie drzewa do lasu. - Ach, no tak! Masz rację, kochanie! – mama się roześmiała wreszcie. – Ale może to ty powinieneś wręczyć te kwiaty? - Wystarczy mi jedna. – mruknął Adrien, zarumieniwszy się lekko. Wyciągnął z bukietu mamy jedną stokrotkę. Mama obrzuciła go szybkim spojrzeniem pełnym czułości. Zadzwonili do drzwi. Usłyszeli szybkie kroki i z pewnością czyjeś potknięcie, bo coś upadło. Adrien uśmiechnął się do siebie i nastawił na widok Marinette. Nikt nie upadał tyle razy, co ona. Otworzyła drzwi sekundę później, rozcierając biodro. - Dzień dobry, pani! – przywitała się z tym swoim uśmiechem, od którego topniało serce. - Już ci mówi...
Kochani - ci zaglądający tutaj i ci zniechęceni brakiem nowych opowiadań... Każdy pisarz prędzej czy później zetknie się z tzw. blokadą. Nie nazywam tego nawet brakiem weny, choć nie ukrywam, że coraz ciężej jest znaleźć dobry pomysł na opowiadanie. Chodzi raczej o problem ze znalezieniem czasu na pisanie. Po niezwykle owocnym roku 2018 mój organizm zażądał zwolnienia obrotów. Uświadomiłam sobie, że w pisaniu i publikowaniu trochę napędzało mnie takie małe uzależnienie: od publikowania i bycia w ciągłym kontakcie z czytelnikami. Ja uwielbiam te interakcje - kiedy ludzie czytając, zostawiają komentarz czy swoje przemyślenia. I nie mam tu wcale na myśli pochwał (choć one zawsze są miłe, oczywiście!), ale czasami i ostrą krytykę. Trochę mi tej interakcji brakuje tu, na "Nieśmiałku", ale wiem, że to trochę też moja wina. I wtedy przychodzi kryzys. Przy "Szaliku..." dopadł mnie na dwa miesiące. Niemoc twórcza i kierat w pracy. No i nieudana promocja książki, bo jak...
W sali panował jeszcze gwar, co oznaczało, że nauczycielka jeszcze nie przyszła. Na widok Marinette i Adriena wszystkie rozmowy ucichły. Oboje zmieszali się trochę. Ale cóż… Przecież wiedzieli, że tak to będzie wyglądać. W końcu Adrien był najpopularniejszym chłopakiem w szkole. Wiadomo było, że jeśli zacznie chodzić z jakąś dziewczyną, to będzie to wydarzenie dnia, a może nawet sezonu. Ich zakłopotanie jeszcze bardziej się pogłębiło, kiedy zobaczyli, że Alya i Nino zostawili im miejsce w pierwszej ławce, a sami usiedli w drugiej. - Nie przesadzacie trochę? – zapytał ich Adrien. - Ani trochę, stary. – odpowiedział z szerokim uśmiechem Nino. - Od dawna już chcieliśmy razem usiąść, ale to było niemożliwe z powodu czyjegoś zachowania. – dodała Alya. - Co masz na myśli? – Marinette groźnie zmarszczyła brwi. - A jak ci się wydaje? – uśmiechnęła się znacząco Alya. – Wyobraź sobie, że w piątek rano miałabyś usiąść w jednej ławce z Adrienem. Jakie dźwięki wydałabyś z siebie? - Aly...
(9) – Z tarczą czy na tarczy Biegnąc wzdłuż Sekwany, mogłam stwierdzić, że jo-jo Biedronki było wygodniejszym środkiem transportu niż koci kij. Z drugiej strony kostium Czarnego Kota zapewniał lepszą amortyzację, jakby pochłaniał wszelkie wstrząsy. Wylądowałam miękko tuż przy jednej z nóg wieży Eiffla. Miałam nadzieję, że Biedronka znajdzie mnie, zanim zjawi się tu Sztukmistrz… – Jak ci poszło, Kropeczko? – usłyszałam szept tuż obok ucha. – Jak się czujesz, Kocie? – spytałam natychmiast, starając się wyczytać z oczu Biedronki jakieś ślady po szokującym odkryciu tożsamości swojej partnerki. – No, jeszcze nie mogę uwierzyć w to, czego się dowiedziałem! Wow, to naprawdę… – Słuchaj, Adrien… – szepnęłam poważnym tonem. – Gdyby z jakiegokolwiek powodu „Niezwykła Biedronka” nie wymazała twojej pamięci o tożsamości Biedronki, musisz pamiętać, żeby nigdy przenigdy nie ujawnić publicznie swojej tożsamości. Nawet za cenę ratowania Marinette. Przynajmniej tyle mogłam zrobić. Tak na wsz...
Komentarze
Prześlij komentarz