Znalazłam swoją niszę, w której moja twórczość wreszcie czuje się swobodnie. To fanfiction. Czytacie na własną odpowiedzialność, bo moje fanfiki ociekają spoilerami :-)
Spotkanie autorskie - 23.11.2018
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
-
Jeśli jesteście zainteresowani spotkaniem ze mną, serdecznie zapraszam do Krakowa w piątek 23 listopada br. o godz. 19:00 - Kawiarnia Literacka, ul. Krakowska 41.
(1) – Za bardzo zaplanowane A/N: Zanim zaczniecie czytać, a nie zerknęliście na „blurb”, zalecam przeczytanie najpierw „Tamtego Dnia” ( https://niesmialek.blogspot.com/2018/05/miraculum-fanfiction-tamten-dzien-cz-1.html ), bo niniejsza książka jest kontynuacją i po pierwsze będzie się odwoływać do pewnych wydarzeń z części pierwszej (więc dobrze by było wiedzieć, do jakich…), a po drugie – jeśli nie czytaliście „TD”, to ten rozdział jest jednym wielkim spoilerem i zepsuje Wam lekturę „TD”… * * * Pokój wyglądał idealnie. Marinette obrzuciła go uważnym spojrzeniem, żeby sprawdzić czy wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Uprzątnęła nawet biurko, przy którym zazwyczaj szyła. Westchnęła cicho, kiedy jej wzrok padł na stary domek dla lalek. Domek, w którym przez dwa lata mieszkała Tikki – istota najbliższa jej duszy, kwami Biedronki, które dawało Marinette moc tworzenia. Od trzech lat domek dla lalek stał pusty w kącie i przypominał dziewczynie o tych wspaniałych dniach – bo choć ...
Ten ból był nie do zniesienia! Marinette nigdy nie sądziła, że psychika może boleć niemalże fizycznie. To upokorzenie! Teraz już wszyscy wiedzą… Najgorsze jest to, że Adrien wie. Nie, ona mu nigdy nie spojrzy w oczy. Nie spojrzy w oczy nikomu już nigdy więcej! Mama Marinette próbowała już wielokrotnie przemówić córce do rozsądku, ale żadne słowa nie przynosiły rezultatu. Marinette zacięła się w swoim cierpieniu i spędzała całe dnie w swoim pokoju przykryta kocem po czubek głowy. Czasami Sabine słyszała, jak córka gada do siebie, wyrzucając sobie, że sama jest sobie winna, bo mogła nie wpuszczać słynnego muzyka do swojego pokoju. I to w dodatku z kamerą. Alya codziennie po szkole przychodziła do piekarni rodziców Marinette, przynosząc notatki i zadania domowe. Próbowała też porozmawiać z przyjaciółką, ale codziennie odbijała się od zamkniętych drzwi. Komunikat wiecznie był ten sam: „Nigdy nie wrócę do szkoły!” Na nic było powtarzanie przez Alyę próśb i zapewnień, że niemal wszyscy ...
(19) – Świt – Już świta… – szepnęła z żalem Biedronka. Siedziała na szczycie wieży Eiffla z Czarnym Kotem przy boku i lustrowała Paryż, jakby na nowo witając się z miastem oddanym im pod opiekę. Na wschodzie pojawiła się już jaśniejsza linia wskazująca na zbliżający się poranek. To by było na tyle, jeśli chodzi o ich specjalną noc. – Tak… – przytaknął jej Czarny Kot i w jego głosie też pobrzmiewał żal. Objął dziewczynę, a ona położyła głowę na jego ramieniu. Dopiero co skończyli swoje superbohaterskie obowiązki i poczuli, jak potwornie byli zmęczeni wydarzeniami, które miały miejsce tej nocy. Mistrz Fu został nakarmiony i odtransportowany do Marianne, która mimo późnej pory czekała na wieści o uratowaniu ukochanego. Wpuściła ich od razu i zajęła się Wangiem, zapewniając młodych, że poradzi sobie sama i mogą sobie iść. Przed odejściem Alya i Nino upewnili się jeszcze czy mogli zatrzymać swoje nowe Miracula, a kiedy Strażnik dał im swoje pozwolenie, czym prędzej wrócili do siebie, żegnaj...
(18) – Mistrz Miraculów Wezwani w środku nocy policjanci nie kryli zdumienia na widok superbohaterów, o których odejściu było przecież głośno trzy lata temu. Lila zimnym tonem odmówiła współpracy, dodając z wściekłością, żeby wszyscy poszli w diabły. Wyśmiała zarzuty Biedronki i Czarnego Kota, a następnie zamilkła na dobre. Policja zebrała zeznania pozostałych uczestników walki, spisała także doniesienie o porwaniu, a następnie odjechała w stronę aresztu wraz z przestępczynią. – I co teraz? – spytała Alya, wciąż we wcieleniu Lisicy. – Czas przepytać Wayzza… – westchnęła Biedronka. – Musimy znaleźć Mistrza Fu! Nie wiadomo, gdzie ta sadystka go trzymała… Nino? – zwróciła się do przyjaciela, który w kapturze ukrył kwami, zanim pojawili się policjanci. – Możesz już wyjść, mały żółwiu… – Chłopak uśmiechnął się do stworzonka schowanego tuż przy jego policzku. – Strasznie jest roztrzęsiony… Może byśmy coś mu dali do zjedzenia, czy co… – Zejdźmy z widoku – zaproponował Czarny Kot. – Będziemy s...
Nie lubię lata. Jedyną jego zaletą jest to, że są wtedy wakacje. Ale te straszliwe upały tak dają mi się we znaki, że zdecydowanie nie jest to moja ulubiona pora roku. Siedząc na tylnym siedzeniu w samochodzie mojej mamy z nosem przyklejonym do szyby, cieszyłam się z dwóch rzeczy – że kiedyś ktoś mądry wymyślił klimatyzację samochodową i że moja mama wpadła na genialny pomysł kupienia autka wyposażonego w taki wynalazek.
Komentarze
Prześlij komentarz