Posty

Miraculum Fanfiction: Róża - cz. 4

- Tikki, opowiedz mi to jeszcze raz. – poprosiła Marinette chyba po raz setny. - Marinette… - westchnęła Tikki. – Nic wielkiego się nie stało. Byłaś po prostu przemęczona i w końcu organizm dał ci wyraźny sygnał, żeby zwolnić. Nie możesz nie sypiać po nocach! - Ale nie mogę zasnąć od tych wszystkich myśli! - Marinette… - Tikki zdawała się tracić cierpliwość. – Nie możesz pozwolić sobie drugi raz na coś takiego. A jeśli zasłabniesz w walce? Wiesz, co może ci wtedy grozić? - I mówisz, że Czarny Kot mnie tu przyniósł? – dopytywała się Marinette. – Ale… Skąd on wiedział, gdzie mieszkam? - On nie… - zaczęła Tikki, ale nie skończyła, bo hałas na balkonie przyciągnął uwagę dziewczyny i nie usłyszała już słów swojego kwami. Wyszła czym prędzej na balkon, zostawiając w pokoju Tikki, która po raz pierwszy w swoim długim życiu nie wiedziała, co zrobić. Jeśli poleci za Marinette, żeby uprzedzić ją o tym, że Czarny Kot nie zna jej tożsamości, zdradzi, kim jest Biedronka samym pojawieni...

Miraculum Fanfiction: Róża - cz. 3

Marinette była wykończona. Ten tydzień był po prostu koszmarny. Najpierw to zamieszanie z lodami i André, potem ta karuzela uczuciowa z Czarnym Kotem, a na koniec Władca Ciem znów nasłał jakiegoś złoczyńcę na Paryż, żeby odebrać im miracula i zdobyć władzę absolutną. Ani chwili wytchnienia! - Cześć, Biedronsiu! – przywitał się Czarny Kot, wyciągnięty na płocie. - Och, cześć, Czarny Kocie… - wykrztusiła Biedronka. Zaraz! Co się z nią dzieje? Za dawnych czasów rzuciłaby tekstem o jego siedzeniu na płocie, podczas gdy robota czeka, bo jakiś złoczyńca unicestwia właśnie połowę miasta. Właśnie… Za dawnych czasów… Zanim… Zanim Czarny Kot namieszał jej w głowie. - Jesteś jakaś taka… - mruknął i zeskoczył tuż obok niej. Obrzucił ją uważnym spojrzeniem. - Nijaka! – dokończyła za niego zdanie. No, już się otrząsnęła! – Bierzmy się do roboty, Kocie! I nie oglądając się na niego, ruszyła do walki. Czarny Kot również szybko otrząsnął się ze zdumienia. Zmieszana Biedronka to był...

Miraculum Fanfiction: Róża - cz. 2

Adrien czuł się trochę jak prześladowca. Albo co najmniej podglądacz. Od trzech dni wymykał się wieczorami z domu w postaci Czarnego Kota i spędzał czas ukryty na balkonie sąsiadującym z domem Marinette. I przyglądał się jej. A ona codziennie godzinami stała wpatrzona w gwiazdy z nieszczęśliwą miną i zmarszczonymi brwiami. Coś ją dręczyło. Chciałby jej pomóc, ale nie bardzo miał pomysł na to, w jaki sposób mógłby ją pocieszyć. Odwdzięczyłby się za to, jak ona podniosła go na duchu w tamten wieczór, kiedy Biedronka nie przyszła na spotkanie. Czy Marinette miała złamane serce? Wyglądała na nieszczęśliwie zakochaną i nawet mu to sama powiedziała. Nie mógł zrozumieć, że po świecie może chodzić tak głupi chłopak, który by nie widział, że Marinette jest idealnym materiałem na dziewczynę. Oczywiście nie dla niego! Jego serce należało do Biedronki. Westchnął i zdecydował się wrócić do domu. Nic mu nie przyjdzie z tego podglądania Marinette. Musi wymyślić jakiś sposób, żeby ją pocieszyć. ...

Miraculum Fanfiction: Róża - cz. 1

- Nic z tego nie rozumiem… To były chyba pierwsze słowa, które Marinette wypowiedziała na głos od momentu niezwykłego pożegnania z Czarnym Kotem na balkonie sąsiadującym z jej własnym. - A co chciałabyś zrozumieć? – pisnęła cicho Tikki, krążąc wokół głowy swojej pani. - No… Wszystko… - westchnęła bezradnie Marinette. Ten dzień był dla niej bardzo zaskakujący – choć nie w sensie, w jakim się spodziewała. Jeszcze wczoraj myślała o następnym dniu z niecierpliwością i oczekiwaniem. Umówili się przecież całą paczką, że pójdą na lody do André. Miała taką ogromną nadzieję, że Adrien do nich dołączy i może jej się uda zjeść z nim te magiczne lody zakochanych. Tymczasem Adrien się nie pojawił, a ona… Ona spędziła wieczór z Czarnym Kotem. I to odmienionym Czarnym Kotem. Zakochanym Czarnym Kotem. Zakochanym w niej. To znaczy w Biedronce. Czyli – jednak w niej… A najdziwniejsze w tym było to, że taki zakochany Czarny Kot trochę jej się podobał… Oczywiście, nie tak jak Adrien! O, co to t...