Miraculum FanFiction: Luka - cz. 15
Nagle pojawiła się kelnerka z ich zamówieniem. Zastawiła
maleńki stoliczek filiżankami, talerzykami i serwetkami. Zsunęli dłonie, bo już
zabrakło na nie miejsca. Spojrzeli na siebie ciepło i sięgnęli po swoje
filiżanki z gorącą czekoladą.
- Mmmm… - mruknęła Marinette. – Niebo w gębie. Uwielbiam
czekoladę.
- Ciekawych rzeczy się o tobie dowiaduję. – uśmiechnął się
Adrien.
- Na przykład?
- Że lubisz czekoladę bez dodatków.
- Och, taka jest najlepsza! Doskonałość w czystej postaci.
Po co to psuć?
- Z cynamonem jest o wiele lepsza. – pokręcił głową.
- Nieprawda. – nie zgodziła się.
- Spróbuj mojej. – podał jej filiżankę. – A potem z ręką na
sercu przyznaj, że byłaś w błędzie.
Upiła łyk. Oddała mu filiżankę z figlarnym uśmiechem.
- Z ręką na sercu mogę przyznać… - zaczęła, patrząc jak na
jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. - …że moja czekolada jest o niebo
lepsza.
- Daj spróbować! – sięgnął po jej filiżankę. Napił się i
spojrzał na nią z namysłem. – No… Nie przestajesz mnie zaskakiwać. – wyznał.
- No, wykrztuś to, Kocie.
- Byłem w błędzie. Twoja czekolada bez dodatków jest lepsza,
Moja Pani. – powiedział uroczyście. – I miałaś absolutną rację. Nie należy psuć
doskonałości.
- Lepsze jest podobno wrogiem dobrego. – mruknęła pod nosem.
– Jestem zwolenniczką prostoty.
- Od dzisiaj będę się uczył tego od ciebie. – obiecał.
Spojrzeli na siebie rozbawieni. Niezręczność sprzed paru
minut minęła niepostrzeżenie. Teraz bawili się naprawdę wyśmienicie, częstując
się nawzajem deserami i walcząc o czekoladę Marinette, bo Adrien stwierdził, że
jego cynamonowa już mu nie smakuje.
- Jak tu tak siedzimy, to w ogóle nie chce mi się stąd
wychodzić… - wyznał Adrien.
- Kiedyś będziemy musieli. – szepnęła. – Jutro musimy iść do
szkoły, pamiętasz?
- Och, szkoła… - westchnął. – Szkoda, że nie możemy iść
razem na jakieś wagary.
- I tak mamy dużo zaległości przez te nasze „alternatywne”
obowiązki. – odpowiedziała mu, jak zwykle rozsądnie Marinette. – Moi rodzice
już raz dali mi za to szlaban.
- Ooo… - wyrwało się Adrienowi.
- No, co tam?
- Teraz sobie uświadomiłem, że zazwyczaj oboje jesteśmy
wtedy zajęci.
- No, raczej. – przytaknęła. – I nie zazwyczaj. Tylko
zawsze.
- Do tej pory nikt jakoś nie łączył naszego wspólnego
znikania w tym samym czasie. Teraz wszyscy będą nas obserwować.
- Czemu mieliby nas obserwować?! – wykrzyknęła przestraszona
Marinette.
- Nooo… Nie sądzisz, że będą zainteresowani tym, że jesteśmy
parą?
- O, Boże… Masz rację! – jęknęła zażenowana i zaczerwieniła
się gwałtownie. – Ojej, ojej, ojej… W co ja się wpakowałam! – zaczęła
panikować.
- Hej, Marinette! – przywołał ją do porządku Adrien. –
Pamiętaj, że nie jesteś z tym sama. Ja zawsze jestem obok ciebie.
- Boże… - nie słuchała go. – Będą się gapić cały dzień. Będą
się podśmiewać. Będą pokazywać palcami.
- Marinette… - westchnął zrezygnowany, czekając, aż
przejdzie jej ten atak paniki. – Wstydzisz się mnie? – zapytał wreszcie z
uśmiechem, przypominając jej wczorajsze wymówki.
- Nie, no coś ty! – zaprzeczyła szybko, po czym
zreflektowała się. – Czekaj… Już odbywaliśmy tę rozmowę.
- Wiem. – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Dużo się jeszcze muszę nauczyć. – pokręciła głową. – I
przyzwyczaić. Że też mi się zachciało zakochiwać w najpopularniejszym chłopaku
w mieście!
- Ja tam nie narzekam. Bardzo dobrze, że ci się zachciało.
Znów zatopili w sobie spojrzenia. I znów ten moment
zrujnowała im kelnerka, która pojawiła się z tekstem „Podać coś jeszcze?”
- Poprosimy rachunek. – odpowiedział jej Adrien.
A Marinette nagle zrobiło się smutno, że ich randka dobiega
końca.
- Hej, Księżniczko? – Adrien od razu wyczuł zmianę jej
nastroju.
- Hm?
- Nie smuć się. Jeszcze nie odprowadzam cię do domu. –
odpowiedział na pytanie, którego nie zadała. Nie musiała. Niesamowite, jak
dobrze się rozumieli.
- Yhm. Kiedyś będziesz musiał.
- Do północy jeszcze daleko. – przypomniał ustaloną z jej
tatą godzinę powrotu.
---
---
Komentarze
Prześlij komentarz