Miraculum FanFiction: Troublemaker cz. 5
Trudno powiedzieć, kto szedł do
szkoły z cięższym sercem – Marinette czy Adrien. Ona miała ochotę założyć na
twarz papierową torbę. On – cóż… on miał głowę nabitą myślami o niej… I nadal
nie wiedział, jak się zachować. Plagg mu powtarzał, że nie ma się czym martwić,
bo Marinette nie połączy tych faktów ze sobą, więc jeśli Adrien nie zamierza
jednak jej pocałować jako on, to najlepiej byłoby o wszystkim zapomnieć.
Kiedy Adrien dotarł do szkoły,
Marinette jeszcze nie było. Westchnął w myślach. Ze wszystkich uczuć, które mu
się nagromadziły w sercu, na pierwszy plan wysunęło się mimo wszystko…
rozczarowanie. A może jeden wieczór na przemyślenia to było jednak za mało,
żeby się przemóc? To by oznaczało, że nie zobaczy jej przez następne trzy dni.
Do poniedziałku było strasznie daleko…
Podszedł zrezygnowany do Nino,
który rozmawiał z Alyą. Była bardzo zatroskana. Pewnie ma wieści od Marinette,
że jednak nie przyjdzie. Cóż… Trudno… Będzie ją musiał znów dzisiaj odwiedzić.
Uśmiechnął się do tej myśli. Nie była to w końcu taka najgorsza perspektywa.
- Nadal ignoruje moje telefony. –
westchnęła Alya.
- Ja tam ją świetnie rozumiem. –
powtórzył chyba po raz setny Nino. – Jakby mnie to spotkało, to bym zmienił
szkołę.
Adrien mógłby im teraz
powiedzieć, że Marinette miała dokładnie taki sam plan. I aż ciarki go przeszły
na myśl, że mogłaby go zrealizować. Brakowało mu jej. A po wczorajszym… Nie,
nie powinien zapuszczać się w te rejony swoich myśli. Zbyt bliskie były…
tęsknocie? I czemuś jeszcze…
I nagle wszyscy troje zobaczyli
ją w bramie wejściowej. Przez chwilę wyglądało to trochę jak pojawienie się
Kopciuszka na balu. Rozmowy ucichły i wszyscy byli wpatrzeni tylko w nią.
Marinette wyglądała, jakby za moment miała jednak zawrócić do domu. Na
szczęście Alya odkleiła się od Nino i podeszła szybkim krokiem do przyjaciółki.
Wzięła ją za rękę i pociągnęła w stronę ich grupki.
Marinette utkwiła wzrok w
podłodze. Mogła się spodziewać, że Adrien będzie jedną z pierwszych osób, które
spotka. Jeśli prawdą było to, co mówił wczoraj Czarny Kot, Adrien martwił się o
nią. A to by znaczyło, że będzie się trzymał z Alyą i Nino.
- Tak się cieszę, że przyszłaś! –
szepnęła Alya.
- Czasami trzeba stawić czoło…
swoim… problemom… - wykrztusiła Marinette, odsuwając się nieznacznie od
Adriena.
Nie mógł tego nie zauważyć. A
właśnie poczuł niepohamowaną chęć chwycenia jej za rękę. Aż się zarumienił na
samą myśl o tym.
Zapadło niezręczne milczenie.
Alya spojrzała błagalnie na Nino. Oboje wyczuli rosnące napięcie między
pozostałą dwójką, ale żadne z nich nie miało pomysłu, jak rozładować sytuację.
Właściwie wszyscy skupili wysiłki na sprowadzeniu Marinette z powrotem do
szkoły, ale nikt nie pomyślał o tym, że trzeba będzie przezwyciężyć jej
zakłopotanie w ich towarzystwie. A raczej w towarzystwie Adriena.
- Nie będziecie mieć nic
przeciwko, jak porozmawiam z Adrienem w cztery oczy? – zapytała nagle
Marinette, wciąż wpatrzona we własne buty.
Spojrzeli na nią ze zdumieniem. W
jej głosie można było wyczuć nutkę determinacji.
- Jasne, skarbie! – uśmiechnęła
się Alya i pociągnęła Nino za rękę.
- Nara… - zdążył mruknąć chłopak,
zanim jego dziewczyna zaciągnęła go na przeciwległy koniec szkolnego
dziedzińca.
Marinette podniosła wzrok na
Adriena. Wciąż miała smutne oczy. Ale nie były już zapuchnięte od płaczu.
Poczuł niejaką ulgę. Ale tylko częściową. Bo wciąż była smutna.
- Ja… - zaczęła i znów spuściła
wzrok, a nieznośny rumieniec wypłynął na jej policzki. – Chciałam cię
przeprosić.
- Przeprosić? – wykrztusił
zaskoczony. – Ale… za co?
- No, pewnie tobie też się
oberwało. No wiesz… za te zdjęcia… - poczerwieniała jeszcze bardziej. – A ja…
Ja zachowałam się jak tchórz. Schowałam się w domu, a ty musiałeś temu stawić
czoła. No i przepraszam cię za to.
- Marinette, co ty w ogóle
opowiadasz?! – obruszył się, chwytając ją za rękę. – Nie przepraszaj mnie. No
coś ty!
- Za bardzo się bałam przyjść do
szkoły. – kontynuowała, wpatrzona w jego dłoń zaciśniętą na jej dłoni. – A
przecież… Przecież to, że mnie nie było, wcale nie spowodowało, że ludzie nie
gadali. Gadali. Tylko ja tego nie słyszałam. Tchórz ze mnie.
- Przestań to powtarzać,
Marinette. Właśnie, że jesteś bardzo odważna. Ja sam… sam nie wiem, jakbym się
zachował po czymś takim. Pewnie też zamknąłbym się w domu. Przynajmniej mój
tata byłby szczęśliwy, bo przestałby się o mnie martwić. – zażartował.
Spojrzała na niego przelotnie, a
kącik jej ust zadrgał jakby w półuśmiechu.
- Paradoksalnie wtedy właśnie
powinien. – mruknęła, a on spojrzał na nią zaskoczony po raz kolejny jej
odpowiedzią.
- Ale w końcu wyszłaś. Stawiłaś
czoła. Czyli jesteś odważna. – stwierdził.
- Właściwie… To sama bym nigdy
nie wyszła. Ale ktoś mi pomógł. – wyznała, a jemu serce zaczęło szybciej bić.
- Kto? – zapytał prawie bez tchu.
- Przyjaciel… - szepnęła, a dłoń
bezwiednie powędrowała jej do ust. Adrien poczuł gorąco napływające do jego
policzków.
- Przyjaciel? – zapytał cicho.
- Tak. Przyjaciel. – uśmiechnęła
się. – Wiesz… Pomógł mi zrozumieć, że w tym bagienku nie utknęłam tak całkiem
sama. Że mam przyjaciół, na których mogę polegać. I wtedy też sobie
uświadomiłam, że nie tylko ja stałam się obiektem kpin. Bo tobie też musiało
się zdrowo oberwać. No i wtedy doszłam do wniosku, że powinnam cię przeprosić.
I też okazać ci wsparcie.
- Marinette, już mówiłem, żebyś
mnie nie przepraszała! Co mamy poradzić na to, że jakiś rockman wyciągnął
pochopne wnioski z kilku obserwacji? Pech chciał, że podzielił się tymi
przypuszczeniami z całym światem.
- Hmmm… Co do tego… Wiesz… -
zająknęła się Marinette, czerwieniąc okropnie.
- Tak? – zapytał, a serce na
moment przestało mu bić.
- No, co do tych wniosków… Wiesz…
Nie do końca były takie pochopne… - wyznała zakłopotana.
- Nie były… że co? – wykrztusił,
dodatkowo zażenowany stłumionym rechotem Plagga dochodzącym z jego torby. Boże,
żeby tylko Marinette pomyślała, że to dzwoni jego telefon!
- Noo… Trochę ten Jagged Stone miał
rację. – powiedziała z determinacją. Obiecała sobie dzisiaj rano, że
definitywnie kończy z chowaniem głowy w piasek. Skoro i tak jej reputacja legła
w gruzach, to niech się przynajmniej na coś ta kompromitacja przyda. Gorzej już
nie będzie.
- Marinette, co ty mówisz?
- Że… tak jakby trochę… tak
jednak… że… Boże, jakie to trudne! – zirytowała się wreszcie na siebie. Ale z
drugiej strony… On wciąż ją trzymał za rękę. A sytuacja bardziej niezręczna już
przecież nie będzie! – Och, Adrien… No trochę jakbym trochę była jednak w tobie
trochę… No… Zakochana. Tak jakby. Trochę.
No, nareszcie! Wyrzuciła to z
siebie. Boże, co za ulga! To teraz trzeba tylko przeczekać jego reakcję. Puści
jej rękę, to na bank. Wybuchnie głośnym śmiechem. Oby nie. Powie, że bardzo mu
przykro, ale nie mogą się już dłużej przyjaźnić. To najbardziej prawdopodobne.
Nie puścił jej ręki. Nie
wybuchnął śmiechem. Nie powiedział, że mu przykro, ani że nie mogą być dłużej
przyjaciółmi. Właściwie, to nic nie powiedział. Przyglądał się jej. Zarumieniony.
No, ona też była czerwona. Krępująca sytuacja. Dla nich obojga. To trudno się
dziwić.
Nagle pociągnął ją za rękę.
Przyciągnął do siebie. I pocałował. Na oczach całej szkoły! Alya chwyciła się
za serce i szepnęła do Nino, że teraz może już umrzeć szczęśliwa. A oni stali w
kącie i wciąż się całowali, nie słysząc gwizdów chłopaków, ani westchnień
dziewczyn.---
Komentarze
Prześlij komentarz